czyli osiemnastka jest dobra na wszystko
Dwudziesty ósmy maja. Budzę się dzień po Ceremonii, z kontuzją nogi i przerażeniem, że dziś nie będę biegać dziesięć godzin. Nawet jakbym chciała, to nie mogę, bo prawdę mówiąc chodzę o kulach. Druga myśl, która powoli dociera do wątpliwej zawartości mojej czaszki, to fakt mojej osiemnastki za dwa dni. To trochę poprawia mi nastrój. Na krótko, bo zaraz za drugą informacją biegnie trzecia, o zagrożeniu z matematyki.Pouczyłabym się, ale moja niewiedza mnie przeraża. Wstałabym, ale słońce świeci zbyt jasno. I w ogóle wszystko jest zbyt.
Nie będę się rozpisywać o moich bitwach z edukacją, bo to bez sensu. Ponieważ praktycznie za każdym razem machałam białą flagą, a oni nauczyciele uparcie wyszukiwali się we mnie geniusza. Mogę wspomnieć, że nie wiem jakim cudem powstawiali mi takie oceny, jakie powstawiali, jakim cudem dostałam piątkę z matmy i jakim cudem mam trzy na koniec, jakim cudem jestem szczęśliwym posiadaczem czwórki z historii. Nie wiem. To są rzeczy, których nie jest dane oceniać zwykłemu śmiertelnikowi. Kocham dąbro!
Moja osiemnastka była wspaniała. De facto druga, bo pierwsza odbyła się w długi weekend majowy. Nie mogę więcej napisać, ponieważ cenzor uznał, że reszta nie nadaje się do publikacji. Tak więc było bardzo fajnie, impreza się odbyła. Nie ma ofiar śmiertelnych.
Druga miała miejsce w pubie Nowy Bolek na Polach Mokotowskich. Wszyscy się stawili, alkohol został wypity, pizze zjedzone. Od moich wspaniałych laseczek z Mirage dostałam piękny kolaż i pięć kilogramów bananów (jakby ktoś nie wiedział- kocham banany), pluszowego konia od Roberta i dużo innych pięknych prezentów. Na ten wieczór porzuciłam kule (tak zwane yolo), i nawet tańczyłam. Razem z Gabrysią i Kamilą znalazłyśmy tasiemca w łazience, a trzydziestka moich najlepszych znajomych dzielnie się integrowała. Jedyny stresujący moment tak naprawdę był wtedy, gdy moja wspaniała bff Gabrysia uznała, że idzie tańczyć koło godziny pierwszej, a potem znikła. Przeszukaliśmy każdy kąt, cały ogród, Gabrysi brak. Torebka zostawiona. Zguba przyszła ze zmieszanym wyrazem twarzy koło 3 twierdząc, że istotnie tańczyła a potem poszła na spacer pod drzewo (?) z jakimś gościem, który nie do końca wie jak wygląda, bo było ciemno (?) i w sumie też nie jest do końca pewna jak ma na imię (?). Upewniwszy się, że nic poważnego się nie stało, Gabrysia została odprowadzona do domu przez mojego kochanego brata.
Ja postanowiłam, że z Pól Mokotowskich koniecznie do domu muszę wracać piechotą. Wyjątkowo stanowczo odmówiłam zamówienia taryfy, ponieważ tak. No i wracaliśmy, ja i Piotrek, najbardziej wytrwałe koty melanżu.Gdy dotarliśmy na miejsce było jasno, a kaczki wstały (to jest najlepszy argument na to, że trzeba spać, jaki kiedykolwiek słyszałam).
Ta noc była wspaniała. Przez czas ciężkiej pracy nad Ceremonią nie miałam czasu dosłownie na nic, moi znajomi nie widzieli się ze mną bardzo długo. Potem wszyscy razem pokazali mi, że jestem dla nich naprawdę ważna. Zorganizowanie tego było warte każdych pieniędzy.
Skończyłam szkołę, znalazłam pracę. Przypomniałam sobie, jak to jest mieć życie prywatne. Czyżby okazywało się, że kontuzja ma swoje dobre strony?
Lato przyszło, zrobiłam się romantyczna, kwiatki, książki, chmurki, bzdurki.
Jak to mówili w starożytnej Grecji : trudno.
Ja tam z uporem będę pchała letnie taczki obłędu!
Buziak!