niedziela, 22 marca 2015

Cavaliada 2015

Wolontariat- spojrzenie od wewnątrz


Witam po długiej przerwie!

Działo się dużo i intensywnie, jednym z najważniejszych wydarzeń marca była warszawska Cavaliada 2015, czyli Puchar Świata Ligi Europy Centralnej, coroczne, międzynarodowe zawody jeździeckie.

W tym roku miałam okazję brać udział w wolontariacie na rzecz tegoż wydarzenia. W tym celu wysłałam zgłoszenie, list motywacyjny i przeszłam rozmowę kwalifikacyjną. Oczywiście w swojej bezgranicznej naiwności zgłosiłam się do Centrum Prasowym wyobrażając sobie mnie w roli niezwykle ważnej dziennikarki.

Skończyło się to mniej więcej w ten sposób, że we środę oprowadzałam sędziów z Estonii po Warszawie ( było super), brałam udział w przeglądzie wszystkich koni, po czym następnego dnia zaangażowałam się we wszystko co nie wiązało się z siedzeniem w miejscu (praca w Centrum Prasowym na tym niestety polega), to jest wydawanie akredytacji medialnych itd.

Było super. Będąc trochę z boku obserwowałam pracę wielu doświadczonych ludzi, którzy swoim oddaniem i pracowitością stworzyli ogromne jeździeckie wydarzenie. Cały sztab współpracujących, obowiązkowych ludzi w bardzo różnym wieku działał jak jeden wielki zarządzający organizm, gdzie każda luka/ usterka była naprawiana przez każdego po trochu, w określonym i porządnym systemie.

Szczerze mówiąc dla takich ludzi zachciało mi się pracować podwójnie. Każdy dawał z siebie tysiąc procent, i było to widać na każdym kroku. Energia i determinacja była niesamowita i godna podziwu- na serio.

Zastanawiałam się skąd Ci ludzie biorą tyle zapału. Są zasilani energią atomową? Nie jedzą, nie śpią? Wydawało mi się, że są niezniszczalni i wszechogarniający- w najlepszym tego określenia znaczeniu.

I wymyśliłam!

To fascynaci. To tworzyło niesamowitą atmosferę! Ludzie, którzy robią to, nie bo muszą. Przychodzą, poświęcając swój prywatny czas, swoją pracę i zaangażowanie w to, co faktycznie chcą robić. Więc robią to tak, jak potrafią najlepiej- na maxa.

Osobiście uważam, że to niesamowite. Na Cavaliadzie poznałam niesamowitych ludzi, widziałam ich pracę i w niej uczestniczyłam.

To z jednej strony, a zdrugiej?

Kosmos. To, jak ci zawodnicy jeżdżą, to jest dla mnie kosmos i droga mleczna i czarna dziura i nie wiem co jeszcze. Totalny szacunek dla codziennej pracy, cierpliwości, wytrwałości, i tak dalej. Zbierałam szczękę z podłogi oglądając dzieci, które na Cavalida Fucture zasuwały na kucykach jak mały samochodzik, za którym nie mogłam nadążyć wzrokiem.

Nie wiem czy za rok będę brała udział w organizacji Cavaliday- matura nie zna litości. Po dwóch latach nicnierobieniabopoco chyba trzeba się będzie mocno wziąć do roboty...zobaczymy.

Cavaliada 2015 była wspaniałym przedsięwzięciem, i mimo mojej nikłej roli w ogólnym rozrachunku jestem dumna, że brałam w tym udział. Sądzę, że doświadczenie i praca z tymi ludźmi jest więcej warta niż każde pieniądze!

PS. kocham Monie

1 komentarz:

  1. Szkoda ze nia ma zadnych zdjec ;(
    __________________________________________________________________________
    Zapraszam! :D Każdy obs i kom motywują do dalszej pracy :) *Nie wymieniam się obs-obs*
    http://modolivem.blogspot.com/2015/03/spring.html

    OdpowiedzUsuń