Miałam duże szczęście.
Dwudziestego drugiego stycznia na Torwarze był nagrywany casting do nowej edycji YCD. Tak się życie poukładało, że miałam okazję się tam wybrać, i nawet trafić do pierwszego rzędu po platformie sędziowskiej.
Miało to swoje dobre i złe strony. Z jednej- miałam bezkonkurencyjnie najlepszą widoczność, z drugiej- przez około dziesięć godzin byłyśmy prawie non stop pod kamerami, co okazało się okrutnie męczące.
Szczerze podziwiam osoby pracujące codziennie w produkcji TV czy show biznesie. Czego by nie powiedzieć, jest to niesamowicie wymagające i wyczerpujące. Mi zdarzyło się to właśnie wczoraj, jednorazowo. Dzisiejszy dzień był bez makijażu, bez fryzur, bez miejsc publicznych. Żadnych kamer, spotkań, rozmów. Razem z Martą spędziłyśmy cały dzień oglądając Trudne Sprawy, Szkołę i Ukrytą Prawdę. Poważnie. Nic mądrego. Zrobiłyśmy naleśniki. Tyle, koniec. A to był tylko jeden dzień zdjęć!
Zorganizowanie castingu, łącznie z jego nagraniem było rzeczą niesamowicie absorbującą, w którą zaangażowane były tabuny ludzi. Przy produkcji którą ogląda się w TV pracuje cały sztab ludzi, którzy w tym przypadku byli bardzo zdyscyplinowani i zorganizowani.
Dla mnie jako osoby tańczącej najbardziej wartościowe okazało się zobaczenie na żywo tak wielu tancerzy prezentujących różne style w różnych formach, a przede wszystkim możliwość oceny i analizy uwag jurorów. Jestem pełna szacunku wobec determinacji i odwagi tych ludzi. Samo przejście pre-castingu i występ przed jurorami było trudne i stresujące.
Nie chcę powiedzieć za dużo, żeby nie zepsuć niespodzianki. Już niedługo będzie okazja własnego ocenienia pracy tancerzy- może wtedy napiszę więcej, między innymi o podejściu zawodników do tańca.
Z kilkoma miałam okazję porozmawiać.
Gorąco zachęcam śledzić YCD- warto.
:)



