wtorek, 6 stycznia 2015

Well-formed outcome

Cele i dążenia...I do czego "Szymon Majewski" tak na prawdę mnie zmotywował 


Jakiś czas temu redakcja gazety dla której piszę zorganizowała dla nas szkolenie, w ramach, jak sądzę, ogólnego dziennikarskiego dokształcania. Obok storytellingu i zarządzania czasem, jednym z tematów miała być motywacja. Ja, biedna zbłąkana dusza, nieraz cierpiąca na syndrom białej kartki nigdy chyba nie poczułam się bardziej potrzebująca w tej właśnie dziedzinie. Ochoczo wybrałam się na szkolenie, oczekując gwałtownych przemian w moim podejściu do życia.

Cóż. Mogę. Powiedzieć.
Szkolenie z motywacji (bo to właśnie na nim zamierzam się skupić) prowadził niesamowicie sympatyczny sobowtór Szymona Majewskiego. Trochę rozbawione a trochę zdziwione tym faktem, ja i moja przyjaciółka Emanuela czekałyśmy na dalszy rozwój wydarzeń.

Szkoleniowiec okazał się niesamowicie komunikatywny i szybko złapał z nami kontakt. Po pierwsze, nie zaczął od opracowanej przez kogoś teorii. Nawiązał dyskusję, a materiał, nad jakim mieliśmy pracować, mieliśmy wypracować sami. Podczas całego szkolenia wplatał w rozmowę scenki i przykłady z życia swojego i innych (żart o Sokratesie, który przywołam pod koniec). Te czynniki sprawiły, że rozmowa toczyła się szybko i z zainteresowaniem słuchaliśmy, co facet ma do powiedzenia. Niewątpliwie jego kompetencjom nie dało się zaprzeczyć.

Wspólnie doszliśmy do wniosku, co nas motywuje:
1. satysfakcja
2. nagroda
3. relacje
4. pieniądze
5. deadline

Następnie doszliśmy do zaskakującego wniosku, że każdego z nas motywuje coś innego, a jeśli to samo, to nieraz pod innym względem, kątem, natężeniem i każdym innym czynnikiem. No dobrze, więc potrafimy mniej więcej zmotywować siebie, ale co jeśli będziemy musieli motywować innych? Przecież to, co dla nas jest największym motywatorem, może być dla jakiejś osoby na szarej dole jego listy jako ostatnia rzecz mająca jakikolwiek wpływ na sprawę lub zrobienie czegoś.

Wniosek 1 był tak łatwy, tak nieoczywisty i trafny: trzeba motywować i rozmawiać z ludźmi przez ich własne filtry, przekonywać tym, co ich przekonuje, szukać ich priorytetów.
Bez komunikacji nie ma motywacji.

Z zaskoczeniem przyznałam, że taka zależność faktycznie istnieje. Podczas tworzenia i prowadzenia z moimi dwoma przyjaciółkami projektu społecznego "Współ!Pracuj" zdążyłam się o tym przekonać na własnej skórze. Ponad to, jestem pewna, że gdyby nie ciągłe, wzajemne wspieranie i motywowanie się nic nie udałoby się nam osiągnąć.

Wniosek 2 brzmiał: cele muszą być zbieżne, nie mogą się blokować ani rywalizować ze sobą. 
Dotyczy to zarówno celów jednej osoby jak i grupy osób. Nie powinno się dążyć do rzeczy, które się wykluczają, bo będą uniemożliwiać wykonanie jakiegokolwiek skutecznego ruchu w dobrą stronę.

Krok za Wnioskiem 2 natknęliśmy się na...

Wniosek 2.5: Bezpiecznie jest mieć plan B. Tak na wszelki wypadek. Jednak zbytnie rozwarstwienie planu może skutkować w mniejszym zaangażowaniu w plan A, który z założenia jest nam droższy. 

Tak jak już wspomniałam, nasz wykładowca bardzo szybko złapał z nami kontakt. Niedługo potem objawił się nam Wniosek 3, którego działanie chcąc nie chcąc, musieliśmy uznać za imponujące.

Wniosek 3: komunikując się z innymi musimy być rozważni; aby komunikat był najlepiej przyjęty odbiorca powinien być w stanie przypisać to o czym mówimy/piszemy do swojego życia lub doświadczenia. Słuchacz powinien móc przeżyć to co mówimy na swój sposób i dzięki temu to przyswoić. 

I po raz kolejny Wniosek + koma:

Wniosek 3.5: w związku z tym należy dawkować informacje, żeby słuchacza nie przytłoczyć. Jeden tekst, jedno przesłanie. 

Nie będę wchodziła na temat komunikacji w mediach, bo to jest kwestia powiązana, lecz oddzielna. Postaram się przekazać to, czego się nauczyłam w następnym poście. Chciałabym też zwrócić uwagę, że nie jestem profesjonalistką w tych dziedzinach, jedynie dzielę się doświadczeniami i wiedzą, które miałam okazję nabyć.

Kontynuując opowieść, byliśmy dość zaskoczeni trafnością spostrzeżeń naszego wykładowcy. Ja i Emanuela faktycznie chciałyśmy z nim pracować i przyswoić wiedzę, która już na tym etapie bardzo nam zaimponowała. 

Prowadzący zadał nam pytanie, co to znaczy dobry cel. Nie potrafiłam odpowiedzieć konkretnie na to pytanie. Zaraz, przecież przed chwilą ustaliliśmy, że dla każdy może mieć zupełnie inny system postrzegania różnych rzeczy, a więc idąc za ciosem, różny system oceny, czy cel jest dobry czy nie.

Szybko zostałam wyprowadzona z błędu. Dowiedzieliśmy się, że istnieje pewien uniwersalny schemat, który nie narzuca, lecz pomaga dobrze formułować cel. W żadnym wypadku nie znaczy to, że cel jest niedobry!

Szczerze mówiąc, mój cel już od pierwszego punktu był "niedobry". Poczułam się urażona. Jak to niedobry?
"Chciałabym dostać się na takie a takie studia." To niedobry cel? 
Cóż, okazało się, że cel jest bardzo dobry, ale źle sformułowany. 

Udostępniono nam materiał, który miał pomóc nam formułować swój cel i dążyć do niego.


Cel powinien być:

1) pozytywny!
- zamiast "nie chcę zostać wyrzucony z pracy" sformułuj swój cel "pracuję jako ... w firmie..." 

2) konkretny!
- " chcę być gwiazdą" -to nie jest dobrze sprecyzowany cel. Napisz co chciałbyś faktycznie osiągnąć, by czuć się gwiazdą. Chcesz być bogaty? Napisz ile pieniędzy chcesz zarobić.

3) określony w czasie!
- potrzebny jest dokładny termin osiągnięcia celu, data dzienna, "do tego momentu uda mi się zrobić to i to"

4) określony zmysłowo!
- musisz określić, jak poznasz, że cel został osiągnięty, jak się będziesz czuł, co będziesz robił itd.

5) ekologiczny!
-czy cel przyniesie korzyści i nikomu nie wyrządzi szkód?

6) sformułowany w czasie teraźniejszym!
- mam, robię, jestem zamiast chciałabym mieć, fajnie by było robić, mogłabym mieć itd.

7) uwzględniający posiadanie zasoby!
- realizm, co mam, a co jest mi potrzebne, żeby cel osiągnąć, jeśli tak, to jak to zdobyć

 8) mieć start
-jaki jest pierwszy krok do osiągnięcia celu; potem: jaki jest drugi, trzeci?

9) własny!
-robisz to co chcesz, czy to czego oczekuje środowisko? robisz to, co cię uszczęśliwi?

10) ZAPISANY!

Łatwo zauważyć, że popełniłam standardowy błąd, który koryguje punkt 6. Po raz kolejny byłam pod wrażeniem. To faktycznie się sprawdza!

Czas szkolenia szybko minął. Gdy ogłoszono, że czas na przerwę i spotkanie się skończyło wszyscy uczestnicy jakby wytrząsnęli się z transu. Ja i Emanuela byłyśmy zaskoczone: prawdę mówiąc, nie spodziewałyśmy się czegoś tak życiowego.

Nie będę pisać, że wróciwszy do domu ochoczo zabrałam się za zmianę mojego życia, bo tak nie było. Postępowanie zgodnie z takim planem wymaga konsekwencji, cierpliwości i czasu, by te cechy wypracować i oswoić. Będąc na tym etapie, jestem raczej skłonna stwierdzić, że "Majewski" zmotywował mnie do motywacji, a nie do celu. 

Jestem bardzo wdzięczna, że miałam okazję poznać te zasady, bo nawet jeśli nie trzymam się sztywno mojej listy jest mi łatwiej oceniać różne rzeczy i działać w sensownej kolejności. Uważam, że było warto. 

A teraz żart o Sokratesie:

 W starożytnej Grecji, Sokrates był uważany za człowieka, który posiadł wielka mądrość i wiedzę. Pewnego dnia znajomy spotkał wielkiego filozofa i powiedział:
- Sokratesie, wiesz, czego właśnie dowiedziałem się o Twoim uczniu?

- Zaczekaj chwilę - odpowiedział Sokrates - zanim mi o tym powiesz, chciałbym poddać Cię malej próbie.
- Próbie?

- Właśnie - kontynuował filozof - nim powiesz mi coś o moim uczniu, sprawdźmy te informacje pod trzema katami. Pierwszy to PRAWDA. Czy jesteś całkowicie pewien, ze to, o czym chcesz mi powiedzieć jest prawda?
- Nie - odpowiedział znajomy - właściwie to dowiedziałem się o tym od kogoś...
- W porządku - przerwał mu Sokrates - wiec nie wiesz, czy to jest prawda czy nie. Teraz drugi filtr - filtr DOBRA. Czy chcesz mi powiedzieć o tym uczniu coś dobrego?
- Nie, wręcz przeciwnie...
- W takim razie - odparł uczony - chcesz mi powiedzieć coś złego o nim, ale nie jesteś pewien czy jest to prawda. Został jeszcze ostatni filtr: filtr POŻYTECZNOŚCI. Czy to, co chcesz mi powiedzieć jest dla mnie pożyteczne?
- Nie, właściwie to nie...
- A wiec - skonkludował Sokrates - jeśli to, o czym chcesz mi powiedzieć może nie być prawdziwe, nie jest dobre, ani nawet przydatne dla mnie, to, po co o tym w ogóle mówić?


I właśnie dlatego Sokrates nigdy nie dowiedział się, że jego żona go zdradza. 


Przesłanie brzmiało: nie myślcie jak Sokrates, bądźcie otwarci na komunikację!

Na dzisiaj to wszystko.
Dobrej nocy!







5 komentarzy: